Posts filed under 'Uncategorized'
Mobilizansja wojsk
Mobilizassujemy wojska:
Bo wiadomość z Wandystanu przyszła i dlatego, że mamy umowę z bladymi czerwonymi jakimi są Wandejczyki to ja mobilizansję wojsk ogłaszam.
Na razie ja tam was będę musztardował, ale potem pewnie kto inny wpadnie za Tańczacego, który tak się napił, że Ramberta udaje. Każdego Szoszoina uprasza się o zabranie z domu dzidotomahawka, dwóch tomahawków, łuku, niezliczonej ilości strzał i podręcznego zapasu Kojotówki, tak z mała beczułkę. Jakby ktoś miał jakaś bladą broń (a pokupowaliście ją od Winków) to weźcie. Nas pewnie atakować nie będą, a bladych krajach to strzela się z tych przymiotów Neo niemal codziennie.
Z ekwipunkiem stawcie się w dawnej Kompanii Handlowej. Tam poczujemy ducha Czerwonej Gwiazdy, obecność Kuliberka, wojny boga i smród niemytego bobra!
No i co do tego, że Tańczącego zbrakło. Już odbyła się zamiana-wymiana i Starszym Puchaczem od Wojen został Samotny Wilk. Obecnie odbywa się masowa wędrówka Szoszoinów suto zakropiona trunkami przeróżnistymi. W końcu co niektórzy pouciekali swoim kobietom…
(-) Żelazny Żuk
Add comment lipiec 23, 2009
Skandal z trawką!
Dzisiaj, podczas oblegania Kayakonae, w którym siedzą białasy (bizonem tego nie nazwę) i ich obrońcy dowiedziałem się, że trawa, którą dodaję do mojej fajki nie pochodzi ze Scholandii! Podobno to jakiś trefny sarmacki towar!
Rozdarłem gębę tak, że co niektórzy ze Swawolnej Drużyny Przybocznej zaczęli się poddawać. Chwyciłem za tomahawk i przycisnąłem mojego dublera (jakos tak bladzi go zwą) Tańczącego z Bizonami do ściany:
- To ten towar nie jest ze Scholandii? Co ty mi tu sprzedajesz?
- Yy… Ale ja nigdy nie sprzedawałem zielska, to Swawolny!
- Co? Może mi powiesz, że to Swawolny tobie towar woził? Przecież ja wiem, że masz kontakty w Trizondalu!
- Ciekawe, nie znam tych kontaktów… Może i dobrze? – Tańczący głupio się uśmiechnął.
- Ty się głupio nie uśmiechaj! Mów! Od kogo bierzesz?!
- Ja biorę z Arakhanii.
- A ja pochodzę z Aztec! Gadaj mi od kogo bierzesz!
- Od kogo? Pędzący mi przysyła.
- Nie no! Ja cię chyba skalpnę! Z powodu ziół od Lekaku bym nie mamrotał!
- I ty wierzysz Pędzącemu, że on z Lekaku przebywa?!
- Nie zmieniaj tematu, to inna sprawa. Od kogo bierzesz towar?!
- No dobra, każe na siebie mówić TeeS, ale nie wiem kto to.
Zwolniłem Tańczącego i przekazałem mu dowództwo nad oblężeniem uprzedzając, żeby nie wyręczał się bobrem. Popłynąłem do Sarmacji, by spotkać się z tajnym szpiegiem Okoczii na tych ziemiach. Donosi o wszelkich posunięciach władz Tropicany, będzie pewnie i coś wiedział o mojej trawce.
- Howgh! Słuchaj, sprawa jest taka. Ktoś mi wciska trefny towar, zaczynam od tej trawki majaczyć. Tu masz próbkę. Nie wiesz czyje to? Wydusiłem z mojego dublera, że bierze to z Trizondalu od kolesia, którą każe zwać się TeeS. Chyba to jakiś skrót…
- TeeS? To Marcin Komosiński jest. On je chyba w cieplarni oświetlanymi świecami uprawia. Nie pal tego świństwa, tylko spróbuj naszego, baridajskiego stuffu.
- Baridajskie? Masz trochę? Spróbuję, a jak dobre, to przyślę ludzi po więcej.
Po kilku machach stwierdziłem:
- Khłe, khłe… Nie diziwę sie teraz, że Ivo tak młodo umarł, przedni towar. Dzięki za pomoc. Narazie!
- Spoko…
Tak, na niezłym haju wyruszyłem do Trizopolis. Wcześniej przebrałem się w moje ciuchy bladego, by nie wzbudzać podejrzeń. Nie wiem, co z tymi Sarmatami jest nie tak, ale przez cały czas wołali za mną:
- Jebać UKZT! Jebać UKZT!
Dziwni ludzie…
Zapukałem do wrót zamku.
- Witam… Można obejrzeć pańską szklarnię?
- Pomyłka… – i Komosiński zaczął zamykać dzwi. „Strugasz głupiego!” – pomyślałem. Włożyłem we wrota stopę, ale zaraz pożałowałem tej decyzji. Z czego w tym Trizondalu robią te odrzwia! Takich metali chyba nawet Gnomy nie produkowały!
Zwijając się z bólu powiedziałem:
- No chyba nie pomyłka…
- Nie mam szklarni – odpowiedział spokojny Komosiński. Chyba zauważył, ze coś brałem bo spytał:
- Do kogo Pan mówi?
- Komosiński Marcin prawda?
- Prawda – rzekł ze zdziwiona miną i dalej zaczął wciskać swój kit. – Nie mam szklarni.
- Dostaliśmy informację, że to od Pana pochodzi popularna w całej Okoczii trawka… Na pewno nie ma Pan szklarni?
- Jeśli o trawę chodzi to na pewno szklarnię ma Karton Soku!
Tak zdobyłem kolejny trop. Komosiński chyba rzeczywiście był czysty…
Karton Soku… Karton Soku… Jak go znaleźć! Szczęśliwie przechodziłem obok dużego sklepu w Trizopolis – Stonka. Patrzę na papiery na drzwiach, a tam – Sok! Karton – 2,59 lt.
Rzucam się do środka, szybko odnajduję Karton, chwytam go i mówię:
- I co koleś! To ty sprzedajesz trefny towarek Tańczącemu z Bizonami? Odpowiadaj!
Zacząłem nim potrząsać i potrząsać, by wydusić z niego prawdę. W końcu pękł. Obryzgał mnie całego lepkim płynem.
Zaczął się do mnie zbliżać barczysty koleś i mówi lokalnym narzeczem:
- Te słit gaju, coś ty najlepsiego nawyprawiał z tym sokiem? Rozpierduszka na pół sklepu! Mam zawołać mojego psiapsiela, czy sam grzeczniutko wyjdziesz?
Nie czekając na to, co ma mi zrobić ten wielkolud strzeliłem mu w szyję usypiającą lotką i zwiałem z powrotem do Okoczii.
Ale ja tej sprawy tak nie zostawię! Tańczący teraz będzie kupował tylko w Baridasie! A tego, kto produkuje to świństwo, które mieliśmy do tej pory złapię. Złapię i oskalpuję!
(-) Żelazny Żuk
1 comment lipiec 5, 2009
Bratobójcza wojna nad Okoczią zawisła
Źle się dzieje, gdy głupota Szoszoinom na rozum pada, a zamiast niego nienawiść nimi kieruje i do zbrodni doprowadza! Grupa Szoszoinów pod wodzostwem Żelaznego Żuka i Tańczącego Bizona na białe bizony, gatunek nowy, nastawać zaczęła, ale nie pozwoli na to Swawolna Drużyna Przyboczna pod wodzostwem moim, Swawolnego Byka i Samotnego Wilka. Nie pozwolimy, bo białe bizony muszą być wolne! Czy kto kiedy słyszał, żeby czarnego człowieka wieszać, albo białego skalpować, bo skóry nie ma czerwonej!? Nie! A kupcy do nas przypływają i z Samundy i krajów bladych i wolni są, a białe bizony nie mogą? Bo nie są brązowe? Toć to nienawiść czysta i głupota i być tak dłużej nie może! Wzywam przeto ludzi bladych, aby do rozumu Wodza Okoczii Żelaznego Żuka zaapelowali, bo to co się dzieje śmiercią się skończy połowy Szoszoinów…
[-] Swawolny Byk
[http://www.okoczia.yoyo.pl/forum/viewtopic.php?pid=5550]
1 comment lipiec 2, 2009
Oświadczenie wodzowskie co do ataku na Anhalt
Nasze służby specjalne zostały powiadomione o planowanym ataku wrogich jednostek z Okoczii dnia dzisiejszego. Z tego względu, po rozmowie ze sojusznikami w WinkTown postanowiłem przenieść centrum kryzysowe do krypty WinkTown z którego będziemy sterować kampanią zdalnie. Nie dajmy stłamsić głosu ludu pracującego!Po tym przemówieniu, Mattev Grenbeck wraz z 20 osobową załogą wylecieli do krypty Winkowiej. Po wylądowaniu zaczęli organizować Centrum Kryzysowe Anhalt.
Takie kłamliwe słowa wypowiedział Mattev Grenbeck w dzielnicy przemysłowej stolicy Anhaltu. Aż mi się kołczan na plecach otworzył!
Mówię, to ja Wódz Okoczii, że o planach ataku na Anhalt nic nie wiedziałem. Tym bardziej nie wiedziałem, że ma on się odbyć wczoraj. Przecież pisałbym te słowa wczoraj, nie?
Żądam wszem i wobec, by Mattev Grenbeck przeprosił za swoje kłamstwa względem Okoczii i zaprzestał zbierania wojsk, bo w państwie położonym w linii prostej od naszej wyspy takie działanie wydaje się niebezpieczne.
Żądam też wyjaśnienia, co Anhalt ma wspólnego z komunią Okoczii. Tak! Doszły do mnie wieści o takich planach! Nie myślcie, ze to by się nie wydało!
Jednocześnie muszę zwrócić się do Winków z żądaniem wyjaśnień, co do udzielenia pomocy Anhaltowi. Czyżby tyle dla was znaczyła trwająca od miesięcy przyjaźń z Szoszoinami?
(-) Żelazny Żuk
5 comments czerwiec 17, 2009
Apel do tych co to w MUPIE siedzą
http://okoczia.wordpress.com/2009/02/06/szczyt-wyprawa-problemy-medrca-i-pilkao-mupie-slow-kilka/
Bizon 6 chyba, zachęcam do lektury.
Znowu to samo! Znowu to samo! Nowy preses w MUPIE i po głowie obrywa. Żeby było śmieszniej od tych samych osób.
Nie rozumiem tego. W Okoczii jest podstawowe prawo – jak nie startowałeś na Wodza to nie masz prawa narzekać. W MUPIE jest sytuacja identyczna, a jednak narzekają. Narzekają, że to co sie dzieje w MUPIE to nie po ich myśli.
Drogi blady Michale, drogi blady Kanzlerze. Powiem po wandejsku. Weźcie, kurwa, wystartujcie w następnych wyborach i mnie nie wkurwiajcie. Macie mój głos.
Dziękuję.
(-) Żelazny Żuk
V-światowy poliglota
2 comments czerwiec 12, 2009
Ważny dzień, czyli UM, jedna wiocha i monarchwia
Ważny dzień dziś nam nastał. Jak na nas, dzieje się naprawdę wiele. Niektóre wydarzenia przyciągną nawet wzroki z odległych bladych krajów!
1. Karta Unii Mikrooceanii
To właśnie to pierwsze wydarzonko. Dzisiaj ma zostać ujawniona Karta Unii Mikrooceanii – papier łączący prawnie nas ze śniadymi z Al Rajnu (wszystkiego najlepszego z okazji przedwczorajszego święta!) oraz bladymi z Elderlandu, Nowalu i Natanii.
Tekst pojawi się w OceanikPres. Tak się szczęśliwie składa, że OPres pojawia się w tym panelu na boku naszej strony, co to mi niektórzy zarzucali, że to nie potrzebne i sprawia wrażenie, że Okoczia podlega pod Al Rajn. A to może moja wina, ze u nas jest tylko jedna gazela?
2. Jednowioskowość
Te owiane niemalże legendą prawo dzisiaj wejszło w życie. Wchodzimy tu – http://www.okoczia.yoyo.pl/?page=userpanel i wybieramy sobie miejscowość.
Miałem to zrobić inaczej, dać jeszcze kilka ulepszeń, zbudować z Bitów od razu narzędzia dla wodzów osad, ale ostatecznie przesunąłem to na później. Skończyłbym to przy kolejnej pełni miesiąca znając mnie. A po co mamy czekać, jak to nie jest bardzo potrzebne?
Przypominam jeszcze raz! Nim to nie logun z polany!
3. Monarchwi początki
Zgodnie z zapowiedzią rozpocząłem poszukiwania odpowiednio wysoko ustawionego Króla, co by mnie ten czepiec złoty na łeb nasadził i Księciuniem Okoczii przezwał. Musze wam powiedzieć, że to nie jest trudne. Nasadzać czepce prawie każdy chce.
4. Zmiany na stolcach
Tego wywalimy, temu podsadzimy… Tak sobie rozmyślam od kilku dni. Starszych Puchaczy mamy już tylko dwóch – Farona od bladych twarzy i osad oraz Samotnego Wilka od wojowania.
Tako też wysłałem Piekielnego Wilka do Winków, żeby tam z nimi gadał. Piekielny planuje także inne wysłannistwa prowadzić, więc niedługo ma zapukać do Cesorza Arctosa, który na północy w Sopelkowie siedzi. Z Arctiqiem prowadziliśmy już rozmowy dawno temu, ale coś nam żaru odjęło w tych pogawędkach. Niemniej sądzę, że Piekielny dogada się z zimnymi przyjaciółmi.
Powiem szczerze, że on chyba dostanie stolca od tych pogawędek… No, ale na razie młody jest, to przyuczyć się musi.
5. Pęcherz kopany
Z pęcherza zeszło powietrze… Cisza jak makiem posiał!
No to tyle.
(-) Żelazny Żuk
3 comments czerwiec 12, 2009
Walki z Realem ciągi dalsze
O Realu, osadach, Al Rajnie, kiosku, altruiźmie z przydługim wstępem.
Przede wszystkim ukłony w stronę Rajńczyków, którzy pewnie właśnie w tej chwili zauważyli, że „Pędząca Wieść’ dociera również do ich Kiosku. Porozmawiałem z Księciem (dziwna nazwa) Rabanim i tak Pędząca Wieść trafiła do Al Rajnu, a Kiosk do Okoczii. Fajna wymiana nie?
Od razu chcę was zapytać, czy wy, aby ich nie widzieliście? Gdzieś mi sie zawieruszyli i krzyczą, że to oni jakieś końce roku mają czy coś… To oni nie wiedzą, że rok się kończy za cztery pełnie księżyca? Mi to śmierdzi Realem… Mnie to on już nie bierze odkąd staję się strasznie nowoczesnym. Może nawet tego boga nie ma? Zostanę tym, jak bladzi go zwą… Altruistą!
W każdym razie – na gościńcach cichosza i w tunelach cichosza…
Mglisty Puma mówi, że to przeze mnie, bo wszystko sam załatwiam, a Szoszoini nic o moich poczynaniach nie wiedzą. No to piszę, po staremu, w bizonkach.
Przydługi ten wstęp…
1. Wymiana rajńsko-szoszoińska
Już pisałem o tym we wstępie. Wspólnie z Cristo at Rabanim połączyliśmy dostęp do naszych gazel. Nie zdziwię się, jak za parę miesięcy przyjedzie Rajńczyk do Okoczii i będzie z Szoszoinem mówił o pęcherzu kopanym. (Rajńczykom tłumaczę, że pęcherz u nas nie jest popularny)
Tylko Bity nie chcą mnie słuchać i koloru literków zmienić, ale ja się jeszcze z nimi policzę…
2. Mowa wodzowska
Mowę wygłosiłem, dwóch Szoszoinów się o niej wypowiedziało, więc reszcie mówię – blade twarze jesteście i to jeszcze Sarm…Nie! Piotrusiovskie! A macie lenie parszywe!
Mowa w Bibliotece – w tym regale.
Kontynuując myśli moje w mowie wygłaszane – czas zrobić to, co Winki. Będziemy się fabularyzować. Niedaleko nam do tego, bo u nas jest to naturalne. Po prostu trzeba polanę naszą przebudować.
Po co? Podpatrzyłem takiego węża dwugłowego w Winkowym kraju. Siedzi to na drzewie, jak gałąź wygląda, a podchodzi bóbr go obgryźć, a on capcarap!
Tako i my musimy przedostać się do Reala. Przywdziejemy szaty hip-hopowców, emo czy jak ich tam zwą i będziemy wypychać ich z realowego żołądka.
3. Prawo osadnicze
Trwa reforma osad. Tworzy się prawo, a ja na dniach zarządzę Bitami, by pamiętały, kto gdzie mieszka. Trzeba więc iść do przodu i już Orle Pióro głosowanie w sprawie prawa osadzania nowych wiosek rozpoczął.
Pytają mnie Szoszoini, co będzie z istniejącymi osadami, które warunków nie spełniają. Otóż – na marnację na pewno nie pójdą. Dostaną moim postanowieniem więcej czasu i wodzów nowych. Jeśli uda się im w tym czasie doprowadzić wioskę do świetności – to dobrze. Jeśli nie to jednak trzeba będzie zrobić z nimi to samo, co z Wyandottabee. Oczywiście tylko jedną. Jej mieszkańcy przejdą do drugiej. Lepszy jeden zając niż dwa Bizony w śnie.
Inaczej sprawa ma się w przypadku Kurt Town. Tego ruszyć nie pozwolę do momentu powstania innych bladych miasteczek. Okoczia to wolny kraj, nawet blade twarze muszą mieć swój własny kąt.
Rozwlekłem się ze wstępem, to szybko zakończę. Koniec.
(-) Żelazny Żuk
1 comment czerwiec 3, 2009
Wodza zwierzenia z życzenia dawnego Pumy Mglistego
O sytuacji ogólnej, Szoszoinów problamach, Anhalcie wódz wasz leniwy i ukochany – Żelazny Żuk.
Powiadają mi, że pisać mam. Ale ja też Szoszoin jestem! Mi też się pisać nie chce!
Co ostatnio się wydarzyło? Dosłownie nic, nic co by było dla wszystkich widoczne.
Właściwie to się nie dziwię. Wszystko, co się dzieje jest załatwiane bezpośrednio ze mną. Wiem o tych sprawach tylko ja i ten, kto ze sprawą przybywa. Dostałem informacje o tym, że Anhalt nam wyrósł na wschodzie. Wsiadłem w czółno, podpływam, patrzę, że rzeczywiście. Tylko tak patrzę, że strasznie blisko. Ja puszczam w połowie drogi strzałę z liną, a ona tylko na dwiesta łokciów wpadła. Myślę sobie „O rzesz ty! Ja to tak się nie bawię! Ryby na takiej głębokości to będą co najwyżej wielkości dłoni.”
Wpadam do Anhaltu. Idę cały dzień, bo to wyspa sto razy taka jak nasza. Wpadam do Matewa Grenbeka i mówię:
- Gdzieście wy się osiedlili! Naszą wysepkę bladzi gotowi za anhalcką wziąć!
- No, ale my myśleliśmy, że to tak dobrze będzie…
- Nie będzie! Ryby rosły nie będą! Gdzie indziej mi z tą wyspą!
No i posłuchali. Nie wiem jak, ale się przesunęli. Chytre blade bestie! U nas bez Szamana by się nie odbyło. Wyspa – zgodnie z ustaleniami jest ponad dwiesta tysiąców bizonów dalej. Szybko zareagowałem, to i Szoszoini jej nie zobaczyli, a ostatnio nikt nie pływał dalej, to i po cichu sprawa przeszła. Co niektórzy bąkali, że coś widzieli na horyzoncie, ale ich to obchodzi tyle, co liczba kukułów w Morvanie.
Coraz mniej Szoszoinów wystawia nosy z tipi… Wytłumaczę ich. Swawolnego Byka chyba wszystkie moce Reala opętały. Po piętach gryzą, w brzuchu dziurę wiercą. Dał mi jakieś runy do Bitów i kazał się opiekować, ale ich przypadkiem nie poparować jak Bizona z sarną. Mam się za to wziąć, ale ostatnio i mnie Real gnębi. Na szczęście już kończy.
Samotny Wilk to najsłabiej wsiąknął. Jego to widać. Ale tak naprawdę to całymi dniami zaszywa się na Asissinii i tam tomahawkiem wiewiórki gania. Pokonał konkurentów to Wodzem Naczelnym zostanie. Starszego Puchacza mu się da i może jakieś zgranie w wojowaniu będzie.
Mglistego Pumę to sam załatwiłem. Dałem mu robotę i siedzi dniami i nocami pisząc, jak to ma się mapy sporządzać. Dostaliśmy od Mikrooceanii takie zadanie, to i się Szoszoinem zainteresowanym tematem wysłużyłem! A co!
Na pytania do Farona słyszę odpowiedź jedną – matma. Zawsze mówiłem, że bladzi to od rzeczy prawią.
Inni – żal mówić. Ciężkie przypadki realnicy. Każdy sobie prywatną dziurę wykopał i tam próbuje wydalić to, co mu ciąży, ale Szamani powiadają, ze to może nie tędy się wydala „obowiązki”. Będą puszczać krew.
Jak na te wszystkie wypadki nałożyć śmierć Pędzącego i marazm w WinkTown to mamy niezłą ciszę.
Tak są wszyscy zapracowani i schorowani, że nawet jak przybył nowy brat z problemem, to mu kazano się udać do szamanów i głowy nie zawracać.
Nie jest dobrze…
Rozważam tymczasowe zawitanie za wyspę. Jakieś mnie choróbsko dopadło. Mam wstręt do lenistwa, a to nie dobrze. Leczyć nie ma komu, więc muszę jakoś lenistwu przeciwdziałać. Niby trzeba robić w Uem, ale też nie za wiele, bo praktycznie kończymy tylko się o pojedyncze problemy spieramy.
Ma ktoś pomysł gdzie by wpaść?
Warunki są dwa – ja tylko na chwilę i wodzem Okoczii zostaję. Jednak chętnie komuś innemu w maraźmie pomogę.
Czekam, co to zrobią te machiny Ludwika Bourbona. Zmyślny to chłop, więc może być ciekawie.
(-) Żelazny Żuk
2 comments maj 30, 2009
Pogrzeb Pędzącego Kojota
Wczoraj odbył się pogrzeb Pędzącego Kojota. Drugi wódz Okoczii przeszedł wraz z Kachinas do krainy umarłych, a wśród żywych będzie obecny tylko w Świetym Palenisku Przodków.
Uroczystości rozpoczęły się rano. Szoszoini z całej wyspy zbierali się wokół ciała Pędzącego wciąż zachowując rytualne milczenie. W takiej ciszy, koło południa Kayakoini zaczęli składać chrust pod noszami, na których leżał Pędzący Kojot.
Gdy skończyli, do drogiego zmarłego podszedł Swawolny Byk, a z nim Krzywonoga Kuropatwa trzymająca Święty Ogień Przodków. Od niego Swawolny byk odpalił łuczywo, którym następnie przekazał ogień 12 Szoszoinom stojącym z pochodniami. W osadzie było słychać tylko trzaskający ogień.
Gdy mężczyźni trzymali odpalone pochodnie, Swawolny Byk podszedł do głowy Pędzącego Kojota, co było znakiem do spalenia. Wszyscy jednocześnie rzucili płonące żagwie w stos. Kobiety zapłakały.
Podałem Swawolnemu Bykowi Iskrzące Zioła. Szaman chwycił garść i cisnął ją w płomień. Nastąpił mały wybuch, a do nieba podniósł się obłoczek. Był to znak, że bogowie przyjęli Pędzącego do krainy zmarłych. W osadzie wybuchły brawa i radosne okrzyki.
Podszedłem do płonącego ciała i zapaliłem od ognia pochodnię. Podszedłem do Świętego Paleniska Przodków i po wypowiedzeniu słów:
- Jako bogowie cię przyjęli, tako i my cię przyjmujemy w naszym Świętym Ogniu.
Odpaliłem stos drewna.
Rozpoczęła się trwająca do samego rana zabawa. Jedzono i pito. Ostatni przytomny, co było nową tradycją, niepochodzącą z Toyamote, zapalił otaczające Hanai ogniska i mógł spokojnie położyć się między innymi Szoszoinami bez obawy o wilki.
(-) Żelazny Żuk
Add comment maj 2, 2009
Żałobny kipisz
Tak wiele się dzieje, a mnie w związku z ostatnią tragedią obowiązuje rytualne milczenie. Jak na razie trwałem nie zabierając głosu, bo sprawy ku temu poważnej nie było, jednak muszę posłużyć się słowem pisanym.
1. Śledztwo w Kurt Town
Farona, szeryfa Kurt Town, dopadła plotka. Wszczął śledztwo, w którym chce udowodnić, że Pędzący Kojot żyje. Twierdzi, że nie można polegać na świadectwie Zalanego Borsuka.
Jednak ma on nieprawdziwe informacje. Ja, od chwili przekazania smutnej wieści nie odzywam się, aż do pogrzebu, a Faronowi skłamala wredna bogini Plotka. Potwierdzam – to jest ciało Pędzącego Kojota. To ja go rozpoznałem. Widział go też Swawolny Byk i również uważa, że to on.
2. Nieporozumienia pogrzebowe
Hanaińczycy chcieli spalić ciało Pędzącego Kojota jak najszybciej, jednak Kayakoini uznali, że usypią stos chrustu. Nie byłoby w tym nic złego, gdyby nie to, że chcą to zrobić dopiero za siedem dni. Teraz całe Hanai krzywi się na widok wędrujących do ciała Pędzącego Kojota Kayakoinów, a braciom z wioski Swawolnego puszczają już nerwy.
Dla bladych twarzy dopiszę, że zgodnie z Szoszoińską tradycją ten, kto zaoferuje pomoc przy pochówku musi zostać przyjęty i jedynie sam może się wycofać, więc jeśli Kayakoini wyrazili chęć, to Hanaińczycy muszą czekać na stos.
Najstarsza kobieta w wiosce – Krzywonoga Kuropatwa ma nielada problem. Opiekuje się Świętym Ogniem Przodków – tłuszczem zapalonym od zagaszonego na czas żałoby głównego ogniska. Ogień nie może zgasnąć, to od niego zapala się stos pogrzebowy, a tłuszczu na siedem dni nie starczy. Nie da się też wytopić nowego, bo panuje rytualny zakaz palenia wszelkich ogni.
3. Wybory w tle
Mniejszym problemem są wybory, które zbliżają się wielkimi krokami. Nie ma innych kandydatów niż ja, więc zapewne wystarczy milczący wiec, gdzie odbywający żałobę puszczą jeden dymek z fajki na za, lub dwa na przeciw.
4. Prace z Bitami
Powinniśmy pracować z Bitami w związku z jednowioskowością i małym połączeniem gazel z Al Rajnu i Okoczii w jednym miejscu, które bladzi nazywają kioskiem.
5. O Mikroooceanii…
… można już poczytać tu – http://oceanicpress.wordpress.com/
Teraz już będę próbował zachować ciszę. Dość się napisałem, o pogrzebie Pędzącego Kojota będziemy jeszcze informować po krótkiej wymianie dymków ze Swawolnym Bykiem.
(-) Żelazny Żuk
1 comment kwiecień 28, 2009